|
|
|
PAUL PÖRTNER
SZALONE NOŻYCZKI
(Shear Madness)
Przekład Elżbieta Woźniak
Reżyseria Marcin Sławiński
Scenografia Joanna Schoen
Opracowanie muzyczne
i opracowanie tekstu Marcin Sławiński
Występują: Aleksandra Godlewska, Przemysław Redkowski / Marcin Kobierski,
Wojciech Leonowicz, Przemysław Branny/ Przemysław Redkowski, Łukasz Żurek,
Ewa Mitoń
Inspicjent Teresa Twardziak
Sufler Joanna Jaworska

fot. Piotr Kubic
Szalone nożyczki to tytuł niezwykłej komedii kryminalnej "z
niespodzianką", ale również nazwa wyjątkowego salonu fryzjerskiego,
umiejscowionego w realich krakowskich, w którym popełnione zostaje tajemnicze
morderstwo... Przebieg akcji spektaklu zależy w dużej mierze od ...publiczności!
W Ameryce sztuka nie schodzi z teatralnych afiszy od ponad dwudziestu
lat, co uhonorowano wpisem do Światowej Księgi Rekordów Guinnessa!
Premiera prasowa 1 kwietnia 2006 Duża Scena
Zdjęcia z prób; Piotr
Kubic


Recenzje
Kto jest mordercą? Ten, a
może tamten? W farsie jak w życiu
"Szalone nożyczki" w reż. Marcina Sławińskiego z Teatru
Bagatela w Krakowie na XIV Karnawałowych Spotkaniach Teatralnych w Rzeszowie.
Pisze Andrzej Piątek w Gazecie Codziennej Nowiny.
ŤKażdy z nas może być oskarżony
Farsą "Szalone nożyczki" lekko i z wdziękiem Teatr Bagatela
z Krakowa rozpoczął 2 i 3 lutego w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej 14.
Rzeszowskie Spotkania Karnawałowe.
W którejś minucie tej komedii kryminalnej, wyreżyserowanej przez Marcina
Sławińskiego, ktoś nożyczkami ukradzionymi z zakładu fryzjerskiego brutalnie
morduje pianistkę mieszkającą piętro wyżej. Kto to, w spektaklu "Szalone
nożyczki" jest pytaniem do widza, który musi zająć stanowisko w tej
sprawie. Rzecz jasna, wobec konkretnej sytuacji w farsie. Czy jednak wyłącznie
w farsie, w teatrze, w tej ulotnej chwili w nim spędzanej?
Widzu, prowadź!
"Szalone nożyczki" bez publiczności nie istnieją. Na scenie
mamy salon fryzjerski, a w nim fryzjerkę od kobiecych koafiur i fryzjera
z gatunku "kochających inaczej". Klienci, to małżonka bogatego
biznesmena, uczesany gładko facet i młodzian o mętnym spojrzeniu. Także
robociarz w kasku - postać, jak się okaże, kluczowa. Odchodzi strzyżenie,
mycie, golenie, nawijanie włosów na wałki, suszenie, modelowanie. Wszystko
to byłoby czymś naturalym, gdyby nie dudnienie fortepianu z piętra wyżej.
Nagle cisza - i wrzask! Ktoś zabił pianistkę! W oka mgnieniu okazuje się,
że robociarz w kasku to oficer policji, a mętny młodzian jest jego asystentem.
Nikt stąd nie wyjdzie, nikt nie opuści widowni, jeśli nie wykryjemy zbrodniarza!
Właśnie ciebie, widzu, policjant o to zapyta. Nawet w czasie przerwy!
Świadkiem jesteś! Masz powiedzieć, coś widział, zdecydować, kto zabił.
Masz pojąć, że nie jesteś w teatrze, ale masz w rękach autentyczną władzę.
Oczywiście nie nad sobą, ale nad tym drugim, na scenie, a może obok? Bo
ty, jako ty, jesteś poza wszelkim podejrzeniem!
Wielka prowokacja
W zamierzeniu twórców spektaklu "Szalone nożyczki" ta gra z
publicznością jest świetną, farsową zabawą. Niemniej na kanwie zdrowego
rechotu nie sposób nie pomyśleć, że spektakl ten prowokuje do zamyślenia
się nad sobą i do refleksji, czy nie za łatwo wydajemy sądy o innych?
"Szalone nożyczki" to nie tylko błyskotliwe dialogi, szybka
akcja i śmiech do bólu. Chociaż rzecz cała toczy się niewinnie w salonie
fryzjerskim, nad którym popełniono tajemnicze morderstwo.ť
Andrzej Piątek
Nowiny Gazeta Codzienna nr 26/06.02.07
07-02-2007
Paweł Głowacki
Wyznania szczerego entuzjasty teatru
Przebudzenie widza
W teatrze Bagatela, w dwudziestej minucie wyreżyserowanej
przez Marcina Sławińskiego farsy Paula Pörtnera "Szalone nożyczki",
ktoś nożycami wyniesionymi z zakładu fryzjerskiego w sito zmienił szyję
legendarnej pianistki Richter, mieszkającej nad zakładem. Kto dziurawił?
Klasyczne pytanie kryminału. W Bagateli jest to pytanie - do ciebie, widzu.
Tak, bo tym razem w teatrze nie wystarczy siedzieć, w nosie dłubać i gapić
się jak cielę na pełne wymię.
Jan Nowicki - aktor prawie legenda, zarazem majestatyczny twórca subtelnych
felietonów - w wywiadzie dla "Głosu Szczecińskiego" z właściwą
sobie klarownością stawia tezę nie do obalenia: "Widownia jest głupia
jak but". Po czym denny stan głów dzisiejszych przeżuwaczy teatru
i filmu tak wyjaśnia: "Jeżeli ktoś w wieku dziewięciu czy dziesięciu
lat ogląda latynoskie seriale, "M jak miłość" i te wszystkie
gówna, które nas otaczają, w wieku lat osiemnastu nie będzie widzem wyczekującym
na rzeczy wyszukane".
Wstrząsająca ta, wstrząsająca i wiekopomna teza mistrza Jana przypomniała
mi się właśnie na premierze "Szalonych nożyczek". Rzecz w tym,
iż w dziele Sławińskiego publiczność to alfa i omega, punkt wyjścia i
dojścia, przedmiot troski najwyższej, słowem - w "Szalonych nożyczkach"
publiczność jest najważniejsza.
Tak, lecz najważniejsza inaczej niż we wszystkich tych, żałośnie świętoszkowatych,
cynicznie cieplutkich wyznaniach artystów scen nadwiślańskich, którzy
niepoczytalnie kwilą, iż szalenie, najbardziej w świecie kochają publiczność,
że tylko dla publiczności ukochanej się trudzą i trudzić będą, bo publiczność
jest - najważniejsza! Po czym nasz "kwilaczek-dziwaczek" na
proscenium staje i pod nosem konfabuluje tak okrutnie, że ukochana jego
publiczność nie pojmuje ni dudu, tak w ostatnim, jak i pierwszym rzędzie.
I co ty na to, widzu? Dalej cieszy cię pełne wymię?
Zatem - nie. W Bagateli widownia nie jest najważniejsza w sensie nadanym
temu słowu przez "kwilaczków-dziwaczków". Na "Szalonych
nożyczkach" publiczność jest najważniejsza w sensie ścisłym, a nawet
skrajnym. Nie jest na zewnątrz, lecz wewnątrz fikcji. Nie jest krawędzią
opowieści, lecz jej częścią. Inaczej powiem. O ile wszystkie grane dziś
w Polsce przedstawienia na dobrą sprawę mogłyby być grane przy pustej
widowni (i w ośmiu przypadkach na dziesięć, na przykład w Narodowym Starym
Teatrze, działoby się to z wielkim pożytkiem dla publiczności), o tyle
"Szalone nożyczki" są bez publiczności zwyczajnie niemożliwe.
Nie istnieją.
Oto na scenie - wspomniany salon fryzjerski. W nim - obsługa. Barbara
Markowska, fachowiec od kobiecych koafiur - czyli wiele dająca do myślenia
aktorka Aleksandra Godlewska, w fartuszku jeszcze więcej dającym do myślenia.
Obok Antoni Wzięty, specjalista od fryzur męskich - czyli aktor Wojciech
Leonowicz, wybornie, z wielką dyskrecją grający mężczyznę, jak to się
mówi, z gatunku "mękkuchnych, oj, nadgarstuniów, aj". Obsługa
zatem. No i klienci.
Wręcz rezydentka, niejaka pani Dąbek (Ewa Mitoń). Ponury rudzielec Edward
Wurzel (Przemysław Branny). Mętny Michał Tomasiak (Przemysław Redkowski).
Wreszcie wlezie jakiś robociarz w kasku - postać kluczowa... No i odchodzi
strzyżenie, mycie głów, golenie, nawijanie włosów na wałki, suszenie,
modelowanie. Seans upiększania toczy się i wszystko byłoby pięknie, gdyby
nie dudnienie fortepianu piętro wyżej. To nieszczęsna Richter gra i gra...
Ktoś wchodzi, ktoś wychodzi, ktoś inny wraca... Nagle - wrzask. Ktoś zadźgał
Richter! Wtedy okaże się, że robociarz w kasku to porucznik policji Dominik
Kowalewski, a Tomasik - to jego asystent. Nikt stąd nie wyjdzie, dokąd
nie wykryjemy zbrodniarza! Śledztwo się zaczyna. Kto zabił? Właśnie ciebie,
widzu, porucznik o to zapyta z proscenium. Świadkiem jesteś. Masz opowiedzieć,
coś widział. Masz zdecydować, kto dźgał. Naprawdę - jesteś sednem opowieści.
Masz oceniać, masz decydować, ergo - masz pojąć, iż w teatrze nie jesteś
już tylko tym mętnym cielęciem, co się na scenę bezrefleksyjnie gapi i
czeka, aż teatr mu wymię w gardło wsadzi, naciśnie i wsączy jakieś prawdy
do wierzenia na słowo. Rzecz jasna, ta w Bagateli gra z publicznością
miała być i jest tylko świetną, fachowo odegraną, farsową zabawą dwugodzinną.
Tylko i aż. Aliści, na kanwie tego zdrowego rechotu nie sposób nie pomyśleć
o powszechnej jakiejś cielętowatości teatromanów polskich.
Mistrz Jan w wywiadzie, rzecz jasna - prowokuje. Prowokuje i ma nadzieję,
że skutecznie, bo już chyba ma dość tych stad cielęcych na widowniach
kin i teatrów, stad tępo przyjmujących wszystko, co im się wtyka w gardło,
lichą wodę biorących za świeże mleko, boć to, panie, żywy Stary Teatr,
żywy Wajda, żywy Stuhr, słowem - żywy dzwon Zygmunta, więc jakże tu, panie,
swoje pięć groszy wtykać? Toż to, panie, nie uchodzi! Lepi cicho być!
Ano - zwyczajnie wtykać trzeba.
Zwyczajnie, teatromanie, po ludzku, jak Pan Bóg przykazał, zacznij w sobie
- decydować, wybierać, myśleć, nie zgadzać się, gardzić, zachwycać się,
przyjmować albo odrzucać to, co ci serwują "kwilaczki-dziwaczki".
Po prostu - przestań się w teatrze bać olimpijskości teatru. Tak jak w
Bagateli widownia ostro gada z artystami - tak ty z nimi zawsze po cichu
gadaj w głowie swej. Nie siedź jak bezwolne cielę. Przeczytaj wreszcie
"Czarodziejską górę", dramaturgiczny tom "Pokolenie Porno"
zawieś w miejscu rolki i swą swobodą, prezentowaną w teatralnym fotelu
- udowodnij mistrzowi Janowi, żeś nie jest głupi jak but.
Teatr Bagatela. Paul
Pörtner "Szalone nożyczki". Reżyseria Marcin Sławiński. Scenografia
Joanna Schoen. Opracowanie muzyczne Marcin Sławiński.
Wstrzymaj akcję
"Szalone nożyczki" w reż. Marcina Sławińskiego w Teatrze Bagatela
w Krakowie. Pisze Włodzimierz Jurasz w Gazecie Krakowskiej.
Do stojącego na scenie telefonu podchodzi jeden z aktorów. Podnosi słuchawkę,
wykręca numer. - Z prezesem Filipiakiem proszę. - Jak to, kto mówi? Bogusław
Cupiał.- Gdy po drugiej strome rozlega się głos rozmówcy, aktor wykrzykuje
do słuchawki: - Biała-Gwiazda, jazda,jazda, jazda!!! To tylko jeden z
wielu krakowskich elementów, wprowadzonych do szwajcarsko-amerykańskiej
farsy Paula Portnera "Szalone nożyczki", której premiera odbyła
się w sobotę na scenie krakowskiego Teatru Bagatela.
Rozgrywająca się w salonie fryzjerskim komedia kryminalna jest swoistym
teatralnym ewenementem. Nie tylko dlatego, że w Ameryce nie schodzi z
afisza od 20 lat i trafiła nawet do Księgi Guinnessa. Także dlatego, że
to pierwszy w Krakowie spektakl interaktywny, w którym publiczność może
włączać się w przebieg akcji, a nawet decydować o zakończeniu!
Policjant prowadzący sceniczne dochodzenie w sprawie morderstwa odwołuje
się do widowni, zadaje jej pytania niczym świadkom, pyta ojej opinie,
przeprowadza głosowanie decydujące o wytypowaniu zabójcy. Jednym słowem
- wciąga publiczność do zabawy. - Kiedy po raz pierwszy podejmowałem się
realizacji "Nożyczek" obawiałem się, że ten rodzaj spektaklu
może się u nas nie przyjąć. Są istotne różnice w mentalności i codziennym
zachowaniu między Polakami a Amerykanami. My jesteśmy powściągliwi; wstydzimy
się siebie, publicznych wystąpień etc. Amerykanie są bardziej bezpośredni
- mówi reżyser przedstawienia Marcin Sławiński.
Obawy reżysera okazały się bezpodstawne. Krakowska publiczność, podobnie
jak było wcześniej w Łodzi, Wrocławiu czy Bielsku, stanęła na wysokości
zadania, włączając się w przebieg spektaklu, nawiązując kontakt z aktorami.
Można rzec, że sobotnią premierę wręcz "zrobił" Bagateli Konrad
Myślik, ongiś znakomity radiowiec, dziś biznesmen, który swym wspaniale
ustawionym głosem wzbudzał nawet podejrzenia o założoną z góry współpracę
z Teatrem. Czemu jednak przekonywująco zaprzeczał.
Takie improwizowane przedstawienie to wielkie wyzwanie dla aktorów. Cały
zespół spisał się jednak znakomicie, choć największe brawa należą się
Łukaszowi Żurkowi w roli śledczego, ciągnącemu spektakl.
Znakomity pomysł, znakomite wykonanie, rewelacyjna publiczność.
"Wstrzymaj akcję", Włodzimierz
Jurasz, Gazeta Krakowska nr 79/03.04.06, 05-04-2006
Joanna Targoń 25-04-2006
Szalone Nożyczki - Bagatela
Jeśli chcesz wiedzieć, kto zabił, zadecyduj sam - takie, na pierwszy
rzut oka dziwne, zadanie mają widzowie nowego spektaklu w Bagateli.
Ile razy, czytając kryminał, typowaliśmy zbrodniarza, zastanawialiśmy
się nad sprytnie zakamuflowanymi poszlakami, podejrzliwie przyglądaliśmy
się charakterom i pobudkom? Czasami autor był górą, czasami my. Wyścig
z
autorem w rozwiązywaniu zagadek to jedna z przyjemności czytania
kryminału. Twórcy "Szalonych Nożyczek" wpadli na szatański pomysł
przeniesienia tego wyścigu, dokonywanego zwykle w intymnych warunkach
czytelniczych i bez świadków, na teatralną widownię. Publiczność musi
nie tylko wykazać się pamięcią i spostrzegawczością (proszona jest o
pomoc w rekonstrukcji zdarzeń), ale i typuje (przez głosowanie)
zbrodniarza. Każdego wieczoru spektakl toczy się nieco inaczej, no i ma
inne zakończenie. Na kogo wypadnie, na tego bęc - i za kratki
Zaczyna się całkiem zwyczajnie. W salonie fryzjerskim Szalone Nożyczki
trwa codzienna praca. Basia (Aleksandra Godlewska) maluje sobie
paznokcie, Tonio (Wojciech Leonowicz) w kokieteryjnym różowym fartuszku
strzyże nieco oszołomionego klienta (Przemysław Redkowski). Myślę, że
każdy kiedyś uległ fryzjerskiej przemocy i charakterystycznemu dla
takich zakładów sprowadzeniu do roli przedmiotu, doceni więc pierwsze
sceny - lekkie, zabawne i pełne dobrze podpatrzonych szczegółów.
Powoli zawiązuje się intryga, pojawiają się kolejni bohaterowie:
pretensjonalna żona posła pani Dąbek (Ewa Mitoń), ponury "byznesmen"
z
teczką (Przemysław Branny), robotnik w drelichu (Łukasz Żurek). A z góry
dochodzą dźwięki fortepianu, na którym gra sławna ongiś pianistka
Izabela Richter. To ona będzie ofiarą, zabita fryzjerskimi nożyczkami
przez jedną z osób obecnych w zakładzie.
Zabawę napędzają dwa motory: współudział widzów, co wymaga od aktorów
szybkiej orientacji i zdolności do improwizacji, oraz koloryt lokalny,
bo "Nożyczki" mają się dziać w tym mieście, gdzie są właśnie
grane.
Zamordowaną pianistkę wspomina więc w RMF Józef Opalski, handlujący
antykami ponurak umawia się pod Halą Grzegórzecką, pani posłowa mieszka
na Woli Justowskiej i tak dalej. Bardzo różnie z tymi dowcipami bywa,
chwilami są przyciężkie, a bohaterowie rysowani nazbyt grubą,
karykaturalną kreską. W sumie jednak maszynka działa sprawnie, w czym
duże zasługi ma Łukasz Żurek, na którego spada odpowiedzialne zadanie
nie tylko prowadzenia śledztwa, ale przede wszystkim prowadzenia
konwersacji ze świadkami, czyli widzami.
*Teatr Bagatela, Paul Pörtner, "Szalone
Nożyczki", opracowanie tekstu i
reżyseria: Marcin Sławiński, scenografia: Joanna Schoen, premiera 1
kwietnia 2006*
|
|