tłumaczenie Elżbieta Woźniak reżyseria Piotr Urbaniak scenografia
Joanna Schoen reżyseria świateł Marek Oleniacz muzyka Bolesław Rawski
JACK
CAMERON - Dariusz Starczewski SUSIE CAMERON - Magdalena Walach MARK WEBSTER
- Przemysław Redkowski / Sebastian Oberc SIMON WILLIS - Adam Szarek MARY
WILLIS - Karolina Chapko MARTA BRADSHAW - Ewa Mitoń ANIOŁ STRÓŻ - Marek
Bogucki
asystent reżysera Przemysław Redkowski
INSPICJENT /
SUFLER Sylwia Domin
PREMIERA: maj 2010
Na
skutek pewnego nieporozumienia ze świętym Piotrem, kameralny dom pod Londynem
zamieszkują dwie pary zakochanych ludzi. Piszących powieści kryminalne mężczyzn
- Jacka i Simona, wspierają ich piękne i urocze żony: Susie i Mary.
Wychodząca
poza standardowe ramy czułość oraz opieka, jaką nad małżeństwem Mary i Simona
postanowili roztoczyć Susie i Jack, potwierdza powiedzenie, że "miłość potrafi
przełamać wszelkie bariery". Czas mija, a czwórka mieszkańców żyje, w
rosnącej z dnia na dzień, przyjaznej atmosferze...
Kochankowie nie z
tej ziemi to pełna najwyższej próby angielskiego humoru, fantastyczna komedia,
która nienachalnie skłania widzów do ciepłej refleksji nad siłą wielowymiarowej
miłości.
Bardzo
wesoła, smutna historia (czyli nie lubię tautologii) rozmowa z reżyserem
Piotrem Urbaniakiem
- Wierzysz w duchy?
- I tak, i nie. W pewnym
podręczniku do medytacji przeczytałem, że duchy istnieją. Podobno, po osiągnięciu
któregoś z kolei etapu wyciszenia, można je napotkać. Wówczas trzeba się z nimi
przeprosić, podziękować i życzyć im dobrze. One w zamian będą nam życzliwe.
Żadnego
z Tych duchów w życiu nie spotkałem, poza Duchem Pracy Twórczej. I muszę ci powiedzieć,
że ten konkretny Duch - generalnie pożądany w każdej robocie - objawił mi się
w trakcie pracy nad Kochankami.
- A więc jednak! Jakiś duch jest.
-
To bardzo ciekawe zjawisko. Bierzesz tekst, zaczynasz pracę, a tu nagle: pstryk
i duch tekstu się materializuje. I ci mówi: Nie kombinuj za bardzo. Wszystko
masz napisane w tekście. Czytaj uważnie między wierszami!
- Duch
Dobra Rada?
- Tak jakby. Mądry duch.
- No więc wyszło na to,
że jednak w duchy wierzysz.
- No wychodzi na to, że tak. Ale generalnie
to nie. To chyba jasne?
- Bardzo. Czy Duch Tekstu stawiał opór?
-
Oczywiście. Jak każdy porządny, dbający o swoją spirytualną reputację niematerialny
osobnik.
- Po lekturze tekstu Pam Valentine - zapewne nie tak uważnej
jak wasza - sztuka wydała mi się bardzo sceniczna.
- To prawda. Choć
w kilku miejscach pomogliśmy oryginałowi, by frazy sztuki lepiej układały się
w ustach. Zależało mi na tym aby dialogi brzmiały jak naturalniej.
Poza
tym w trakcie uważnej lektury zaczęły się ujawniać obce duchy. Takie z brazylijskiej
telenoweli czy łzawych amerykańskich filmów klasy C. O miłości mówi się w nich
przy użyciu tak słodkich słów i pokazuje ją w tak lukrowany sposób, że nadmiar
słodyczy może w sytuacji ekstremalnej wywoływać mdłości.
My poskreślaliśmy
zdania, które nazbyt dosłownie mówiły o uczuciach. Były zbyt ckliwe
i naiwne,
a przez to nie autentyczne.
- No tak miłość, raczej objawia się w działaniu
a nie zagadywaniu jej.
- Też tak myślę. Kochankowie są sztuką
o miłości, ale pokazanej niebanalnie i okraszonej dużą dawką humoru. Dowcip dystansuje
nas od sieroznego postrzegania wydarzeń. Mówienie o miłości słowami miłości,
bez dodatkowych smaczków jest tak nieznośne jak pozytywistyczna nowelistyka.
W
przedstawieniu pretekstem do tego, żeby rozprawiać o rzeczach ważnych jest użycie
figury duchów, bo postaciom nie z tej ziemi, wolno więcej. Ubarwiają akcję jak
mogą i to nie tylko w warstwie słownej, co powinno wywołać szczery śmiech na widowni.
Dodatkowo dzięki nim możemy zadumać się nad jeszcze kilkoma innym ważkimi
sprawami.
W tej sztuce podoba mi się także to, że te bardzo kochające się
postaci, bardzo się kłócą.
- ?
- No bo jak ludzie się umieją
porządnie kłócić i sobie wybaczać, to znaczy, że faktycznie ich związek jest zbudowany
na mocnych podstawach. To darcie kotów i złośliwości, które formułują pod swoim
adresem tylko uwiarygodnia zachowania bohaterów. Przy tym możemy obserwować interesujący
konflikt mocnych, a zatem i ciekawych osobowości.
- Przypominając sobie
dwie poprzednie wyreżyserowane przez ciebie sztuki w Bagateli: Testosteron
i Napis, widzę pewną twoją skłonność do: tekstów współczesnych, komediowych
a przy okazji opowiadających o jakiś ważnych sprawach. W Testosteronie
o męskim postrzeganiu świata, w Napisie o stosunkach międzyludzkich. Kochanków
można by było zakwalifikować w skrócie jako rzecz o miłości i wierze.
-
Ale zwróciłaś uwagę na to, że to są bardzo zabawnie napisane rzeczy (świadomie
unikam słowa komedie)? No więc, mnie najbardziej w teatrze odpowiada, takie przedstawianie
świata, jakie zawarte jest w realizowanych przeze mnie tekstach. Czyli ma być
wesoło o rzeczach poważnych. Wcale nie uważam, że robienie takiego teatru jest
mniej wartościowe. Trzeba to tylko zrobić uczciwie i porządnie.
- Nie
każdy tak śmiało umie przyznać się do tego rodzaju skłonności teatralnych.
-
Ja w takich momentach przywołuję przykład rozterek twórczych niejakiego Mozarta.
Ten - znany ogółowi - salzburczyk cierpiał okrutnie gdy jego lżejszy repertuar,
choć porządnie skrojony spotykał się z krytyką bo... był zbyt przyjemny w odbiorze.
Gdy jednak tak zagmatwał kompozycję, że stanowiła ciężar dla uszu i trudno
było wysłuchać dzieło do końca, krytyka rozpływała się w zachwycie bo takie to
skomplikowane i niezrozumiałe, więc musi być genialne.
Podobnie w teatrze
z repertuarem nie najcięższego formatu.
Łamanie ironią i żartem (także
tym sytuacyjnym) tematów, które uchodzą za poważne, chyba najlepiej z wszystkich
możliwych sposobów przybliża nas do pokazania realnego życia w
nierealnym
ze swej natury teatrze. Dobre, z humorem napisane sztuki zazwyczaj sięgają znacznie
głębszych tematów, niż na pozór nam się wydaje. I ja takich dramatów szukam.
Rozmawiała
Magdalena Furdyna
Piotr Urbaniak
- ur.1967; absolwent krakowskiej PWST; odtwórca kilkudziesięciu ról teatralnych
(praca z reżyserami: J. Jarocki, J. Stuhr, R. Zioło, B. Sass, A. Glińska),
aktor Teatru Starego, Teatru Ludowego i Teatru Bagatela w Krakowie.
W
dorobku ma kilkadziesiąt ról telewizyjnych i filmowych (między innymi w: Zawrócony,
Śmierć jak kromka chleba, Pułkownik Kwiatkowski, Samo niebo,
Randka z diabłem, Samo Życie, M jak miłość, Majka). Współpracował
z Laco Adamikiem, Olgą Lipińską Kazimierzem Kutzem, Mirosławem Borkiem. Pracował
także jako radiowiec w RMF FM i RMF CLASSIC: był autorem i prowadzącym programy
(Kobiety niezrównane, Zaginione cywilizacje, Wstawaj szkoda dnia,
Wywiady Piotra Urbaniaka, Pociąg do Hollywood). Prowadził poranny
program w TVP Kawa czy herbata?.
Reżyserował
i adaptował Wiedźmina Andrzeja Sapkowskiego. Współtworzył widowisko plenerowe
Inwazja Mocy '99.
Reżyser spektakli: Testosteron,
Napis, Kochankowie nie z tej ziemi w Teatrze Bagatela.
Autorka
Pam
Valentine
Autorka Kochanków nie z tej ziemi - Pam Valetnine urodziła
się w londyńskiej rodzinie teatralnej. Kiedy była młoda, starała się przede wszystkim
odpowiedzieć sobie na pytanie: kim bardziej chce być: dramatopisarką czy aktorką?
Ostatecznie - jak mówi jej agent teatralny, Bryan Drew - wybrała pisanie, bo wydawało
jej się, że łatwiej jest napisać scenariusz, niż się go nauczyć. Zanim jednak
osiągnęła sukces na tym polu, wielokrotnie żałowała młodzieńczej decyzji, zwłaszcza
wówczas, kiedy siedziała przed pustą kartką, której nie umiała zapełnić. Pierwsze
zamówienia na pisanie skeczy przyszło w latach 70. z telewizji BBC, a potem prawem
serii popłynęły następne. Obok udanych scenariuszy do angielskich sitcomów, Pam
Valentine pisała także teksty dla radia, które zawsze było jej wielką miłością. Po
długoletnim okresie współpracy z TV Yorkshire, autorka zaczęła tworzyć dla teatrów.
Scena bowiem - według niej - jest miejscem, gdzie najlepiej i najpełniej może
konfrontować swoje teksty z żywo reagującą publicznością. Pomysł napisania,
granych w wielu (nie tylko europejskich) teatrach - Przyjaznych dusz (Spirit
Level), które w Teatrze Bagatela noszą tytuł - Kochankowie nie z tej ziemi,
przyszedł jej do głowy, kiedy mieszkała w uroczym, wiekowym domu. Ów stary dom
- według Pam Valentine - obok męża autorki, zamieszkiwało małżeństwo, które żyło
w nim 100 lat wcześniej... Po świetnie przyjętej przez publiczność premierze
Spirit Level, Pam wraz z mężem, który jest aktorem, opuściła nawiedzony
dom i przeniosła się na prowincję do Wiltshire. Tutaj, poza tworzeniem kolejnych
sztuk, oddaje się swoim największym pasjom: rozwiązywaniu krzyżówek, hodowli psów
i buszowaniu po antykwariatach
Tłumaczenie Kinga Piechnik na podstawie
informacji agenta Bryana Drew
Recenzja
Premiera
w Bagateli Kochankowie nie z tej ziemi
Nie
dostaniecie się tak łatwo Drodzy Widzowie na to przedstawienie. Historia powtórzy
się jak z Szalonymi nożyczkami - bilety będą wykupione na pól roku do przodu!
Przepis na to żebyście się rodzinami ustawiali w kolejkach do teatru jest prosty
jak konstrukcja cepa: nieomylny węch towarzyszący decyzji o wystawieniu sztuki,
palec Boży przy wyborze reżysera i zespół, który sprosta marzeniom. Dać się ludziom
finezyjnie pośmiać, a nie porechotać. Wstrzyknąć im trochę optymizmu, odciągając
od codziennych horrorków. Proste? Proste. Tylko, dlaczego tak rzadko, siedząc
na widowni, myślę sobie: a jednak w teatrze może być sympatycznie, zabawnie, profesjonalnie,
a nawet pięknie?
Mam pomysł - mam sukces. No, prawie sukces Autorka
Kochanków nie z tej ziemi, Angielka, mieszkała wraz z mężem przez jakiś czas w
starym, przytulnym domu na prowincji, takim, w którym ciągle coś stuka, świszczy,
zgrzypi. Dom podpowiedział jej historię, w którą ochoczo uwierzyła. Przed stu
laty mieszkała w nim sympatyczna para i dalej tu przebywa. Dawni właściciele nie
tylko fruwają po salonie, kuchni i ogrodzie, ale jako duchy roztaczają dobrotliwą
opiekę nad obecnymi mieszkańcami. Cudny pomysł, ale trzeba mieć jeszcze talent,
żeby równie udatnie rozpisać go na postaci, zdarzenia, sytuacje. Udało się. Dzięki
tej sztuce Pam Valentine zyskała rozgłos.
Mówią twarze Twarz Piotra
Urbaniaka - reżysera Kochanków nie z tej ziemi łatwo zapamiętać. Nie dlatego,
że jest znana z krakowskich teatrów, telewizji i ogólnopolskich seriali. Chodzi
o uśmiech - nieschodzący z niej, chochlikowaty, z cicha pęk. Patrzysz na twarz
i wietrzysz: O! Piotr Urbaniak przyczaił się, ale zaraz wytnie jakiś numer. Tu,
w spektaklu wszystkie numery wycina z rzadko spotykaną w komedii galanterią, urokliwym
dowcipem, a nawet cieniutkim liryzmem. Wszystko odważone we właściwych proporcjach,
a dodać trzeba, że treść sztuki niegłupia. Zauważyłam, że i w życiu nieartystycznym
niektóre twarze sama matka natura przysposobiła na bank do odgrywania określonych
ról.
Jarosław Kaczyński - teatr Apokalipsy, Joanna d'Arc - Szczepkowska,
Krzysztof Krawczyk - ćma barowa. Józef Życiński - twarz trudna - nieustający,
mimowolny uśmiech często kłóci z treścią, obniża jej wagę. Wolę arcybiskupa słuchać
niż oglądać, a najbardziej czytać. Twarz Dariusza Starczewskiego (świetna rola
w Kochankach nie z tej ziemi) wyprowadza widza w pole, podobnie, jak twarz Bustera
Keatona. Najśmieszniejsze kwestie wyrzuca z siebie z najczarniejszą z możliwych
min. Twarz anioła (Marek Bogucki) została zaprojektowana w tymże przedstawieniu
na zasadzie zabawnego kontrastu służącego obalaniu tradycyjnego mitu anielskości.
Twarz Adama Szarka (druga ważna, męska postać) - wypisz, wymaluj sympatyczna,
cwana gapa. Twarze dziewczyn - śliczne. Siedem osób w obsadzie, siedem trafionych
ról.
Drodzy Widzowie! Świat nie jest taki zły. Ludzie są fajni.
Miłość na pewno istnieje. Będzie dobrze, bo nie jesteśmy na tym Bożym świecie
sami. Wiem to na sto procent, bo byłam na Kochankach nie z tej ziemi w Bagateli.